Wojna Daniela Romanowicza Halickiego

 

Wojna Daniela Romanowicza Halickiego z rycerzami dobrzyńskimi, którzy zagarnęli część jego ziem, należy do najmniej zbadanych problemów w historii Europy Wschodniej w przededniu najazdu ord mongolsko-tatarskich. Krótka do granic możliwości i pozbawiona jakichkolwiek szczegółów opowieść o niej znajduje się w "Latopisie halicko-wołyńskim", w części zawierającej przede wszystkim życiorys Daniela, znanej w nauce pod pod nazwą "Latopisiec Daniela Halickiego". 

 

daniel-romanowicz1.jpgmw250mh300.jpg

Daniel Romanowicz, w czasie gdy musiał walczyć z rycerzami dobrzyńskimi, wraz z bratem Wasylkiem rządził na Wołyniu i przygotowywał się do decydującego etapu walki o ziemię halicką z książętami czernihowskimi Michałem Wsewołodowiczem i jego synem Rościsławem, którzy ją zagarnęli. Była to druga połowa lat 30. XIII wieku. Jak wiadomo, poprzednie próby zdobycia ojcowskiego tronu zakończyły się dla Daniela niepowodzeniem, bo jego rywale uzyskali poparcie wrogiego Romanowiczom bojarstwa, pomoc węgierskiego króla Beli i księcia mazowieckiego Konrada, a także licznej ordy połowieckiej, z której pomocy Michał Wsewołodowicz ciągle korzystał. W takich warunkach Daniel musiał walczyć na dwóch frontach: nieraz spiesząc do Kijowa, pomagał swemu sojusznikowi, księciu Włodzimierzowi Rurykowiczowi w walce przeciwko Michałowi Wsewołodowiczowi, który starał się zasiąść na głównym wielkoksiążęcym tronie Rusi. Losy tej walki w sposób lakoniczny, jednak bardzo jaskrawy przedstawiają "Latopis halicko-wołyński", "Latopis Ławrentijewski" oraz inne późniejsze (z XVI-XVII w.), przede wszystkim nie raz wspominany wcześniej "Latopis Woskresieński" oparty na ówczesnych źródłach ruskich. Niedługo przed wojną z rycerzami dobrzyńskimi na wołyńskie księstwo Romanowiczów najechali czernihowscy książęta Olegowicze, wspierani przez Konrada Mazowieckiego i ordę połowiecką: Naprowadził na Daniela Michał i Iziasław (książę Nowogrodu Siewierskiego, wasal Michała) Lachów i Ruś, i Połowców mnóstwo. Wydarzenia te, sądząc po ich logice, miały miejsce latem 1235 roku. Taką datę podaje również "Latopis Woskreseński". Przez określenie "Lachy" należy rozumieć wojsko Konrada, dotychczasowego sojusznika Daniela. Pod koniec lat 20. XIII wieku, według relacji halickiego kronikarza, książę Konrad obdarzył miłością Daniela i Wasylka i prosił ich, aby spieszyli mu na pomoc. I przychodzili mu z pomocą. Pomoc Romanowiczów, udzielona władcy mazowieckiemu, była dość skuteczna. Halicki dziejopisarz opowiada o udziale wojska Daniela i Wasylka w wojnie domowej w Polsce po stronie Konrada około 1229 roku. Sojusznicy osiągnęli zwycięstwo, które kronikarz ocenił nadzwyczaj wysoko, zaznaczając, że Romanowiczowie udzielili mu (Konradowi - aut.) ogromnej pomocy i wrócili ze sławą do swej ziemi. Jednak w połowie lat 30. XIII w. książę mazowiecki zdradził Daniela i przeszedł na stronę jego głównego wtedy na Rusi wroga - czernihowskiego księcia Michała. Zdaje się być słuszny pogląd znawcy staroruskiej historii W. Paszuty, że polski książę Konrad Mazowiecki, skorzystawszy z niepowodzeń księcia wołyńskiego na ziemi halickiej, spróbował w tych latach zmienić kierunek w swojej polityce zewnętrznej. Wyprawa wojenna Konrada na księstwo wołyńskie, dokonana wespół z czernihowskim Michałem Wsewołodowiczem jest jednym z najlepszych na to dowodów. Ta ekspedycja wojenna była skierowana przeciwko dawnej części składowej księstwa wołyńskiego - ziemi czerwieńskiej. Jednak wyprawa wojenna Michała i Konrada przyniosła im znaczącą porażkę. Halicki pisarz dokładnie opowiedział przebieg wojny. Siły napastnika okazały się podzielone. Konrad stał w ziemi chełmskiej, wyprawiając się stamtąd na miasto Czerwień, ale jego oddział został rozbity przez księcia Wasylka. Michał czekał na Konrada u podnóża Karpat, gdzie miał wyruszyć jego wasal, książę nowogrodzko-siewierski Iziasław z ordą połowiecką. Jednak chanowie z nieznanych przyczyn nie zechcieli ruszyć na Daniela. Przesądziło to o losach wojny na korzyść księcia wołyńskiego. Znalazłszy się bez sprzymierzeńców Michał wrócił do Halicza, a Konrad uciekł w nocy do Polski. I wielu jego wojów potopiło się w Wieprzu - pogranicznej rzece, oddzielającej od siebie księstwo wołyńskie i mazowieckie. Zdaje się być słuszny wygłoszony jeszcze na początku ubiegłego stulecia przez M. Hruszewskiego pogląd, zgodnie z którym pospieszny odwrót Konrada był spowodowany również tym, że Daniel namówił swego ówczesnego sojusznika, wielkiego księcia litewskiego Mendoga, do napaści na Mazowsze. W ten sposób Konrad doznał ciężkiej porażki ze strony Daniela Romanowicza. Jednak naszym zdaniem byłoby zbytnim uproszczeniem wyjaśnianie następnych wydarzeń, związanych z bezprawnym oddaniem Drohiczyna przez mazowieckiego księcia rycerzom dobrzyńskim, wyłącznie tym, że Konrad obraził się na swego szczęśliwego zwycięzcę. Jak sądzimy, przyczyny tego, co się stało, kryły się o wiele głębiej. Był to czas społeczno-politycznego jednoczenia i postępującego wzmacniania się państwa litewskiego. Coraz częstsze stawały się napady Litwinów na Polskę - na należące do niej ziemię chełmińską, Mazowsze i Kujawy. Daniel prowadził własną politykę w stosunku do Litwy i nie zawsze spieszył z pomocą Konradowi. Książę wołyński walczył w tym czasie z Jaćwingami, pragnąc zabezpieczyć przed nimi swoje północno-wschodnie granice, tym bardziej że przewidywał decydujący pojedynek o Halicz z książętami czernihowskimi. Daniel starał się żyć w zgodzie oraz w pokoju z książętami litewskimi, przede wszystkim z najważniejszym z nich - Mendogiem. Umiejętnie wykorzystywał litewską potęgę wojskową w walce przeciwko zakusom Polski i Węgier na ziemie halicko-wołyńskie. W latach 30. XIII wieku Daniel skoncentrował swe wysiłki na odebraniu ziemi halickiej Węgrom i bojarom, którzy ciągle pragnęli przeciwstawić mu swego księcia-marionetkę. Jednocześnie ciągle pomagał Włodzimierzowi Rurykowiczowi na Naddnieprzu i chociażby dlatego nie mógł pomóc w potrzebie Konradowi. Tym samym wątpliwe jest, aby rozbrat księcia mazowieckiego z Danielem można by było uznać za niespodziewany. Ten krótki przegląd stosunków międzynarodowych we wschodniej i centralnej Europie pozwala, jak się wydaje, lepiej zrozumieć krótką do granic możliwości wiadomość o wojnie Daniela Romanowicza z dobrzyńskim zakonem, którą zamieścił "Latopis halicko-wołyńskim": Była wiosna i postanowili oni (Romanowiczowie - aut.) ruszyć na Jaćwingów i przybyli do Brześcia. Rzeki wystąpiły z brzegów i nie byli oni w stanie pójść na Jaćwingów. Daniel mówił: "Niedobrze, że naszą ojcowiznę trzymają w swoich rękach Krzyżacy, Templariusze, nazywani Salomoniczami". I ruszyli oni na nich z dużym wojskiem. Zajęli miasto w marcu i mistrza ich, Brunona wzięli do niewoli, i wojów wzięli (do niewoli - aut.) i powrócili do Włodzimierza. To świadectwo kronikarskiego zwodu halicko-wołyńskiego o bitwie księcia wołyńskiego z rycerzami, nazwanymi przez źródło "Templariuszami", jest jedyne w całym piśmiennictwie staroruskim. Nie ma o niej wzmianek w znanych nam źródłach zachodnich. Sama w sobie kronikarska opowieść jest dosyć niejasna, jeśli chodzi o treść. Nie nazwano nawet miasta, które znajdowało się w rękach rycerzy, brakuje jakichkolwiek szczegółów tej krótkiej wojny i opisu szturmu miasta. Możliwe, że właśnie dlatego ta informacja przez długi czas nie zwracała uwagi rosyjskich i ukraińskich historyków. "Ojciec" rosyjskich nauk historycznych W. Tatiszczew nie wspominał o niej (należałoby sądzić, że nie znał "Latopisu halicko-wołyńskiego"), a inny koryfeusz - M. Karamzin, który odkrył zwód halicko-wołyński, krótko i w najogólniejszych rysach zaznaczył, że energiczny Daniel walczył jeszcze z zakonem niemieckim, który zagarnął któreś z naszych dawnych posiadłości. Równie skąpo i tak jakby niechętnie pisali o wojnie wołyńskiego księcia z tymi "Templariuszami" ukraińscy uczeni późnych dziesięcioleci XIX wieku. Wybitny lwowski historyk oraz archeolog I. Szaranewycz w swojej dokładnej "Historii Rusi Halicko-Wołyńskiej" zanotował, że w latach 1235-1239 sprzyjało Danielowi szczęście, że wyruszał on na rycerzy zakonu niemieckiego, którzy na wezwanie księcia mazowieckiego Konrada przenieśli się nad dolną Wisłę. Jednak, o czym czytelnik przekona się dalej, nasz książę ruszył z wyprawą wojenną bynajmniej nie na Wisłę. Wydaje się, że pierwszym, który spróbował określić miasto, odbite przez Daniela rycerzom, był rosyjski historyk drugiej połowy XIX wieku, I. Bielajew. Wskazał on na Brześć. Jednak kronikarski kontekst przeczy takiemu tłumaczeniu. Otóż, książę Daniel z wojskiem przybył do Brześcia i przebywając w tym mieście oświadczył, że z powodu powodzi rzeki wystąpiły z brzegów (nawodniły się) i przeszkadzają w wyprawie wojennej na Jaćwingów. Oprócz tego poprzednie świadectwa "Latopisu halicko-wołyńskiego" dowodzą, że Romanowiczowie mocno trzymali w swoich rękach pograniczny Brześć. Kijowski uczony M. Daszkiewicz był, jak się wydaje, pierwszym, który wskazał na Drohiczyn jako na przedmiot ataku wojska Daniela. Na potwierdzenie tej teorii Daszkiewicz powołał się na przywilej księcia mazowieckiego, na mocy którego w marcu 1237 roku Konrad oddał Drohiczyn z okolicą rycerzom dobrzyńskim. Dlatego też nieprawdziwe są zaproponowane w przeszłości daty wyprawy Daniela na rycerzy: 1236 r. (lwowski historyk XIX w. D. Zubrycki) i nawet 1237 r. (W. Paszuto). Błędem byłoby przypuszczać, że Daniel, dowiedziawszy się o przekazaniu przez Konrada Drohiczyna zakonowi dobrzyńskiemu, zebrał wojsko, wyruszył z wyprawą wojenną i zdobył miasto wiosną tegoż samego 1237 roku. Jedynie na przygotowanie wyprawy potrzeba było czasu i to niemało. Biorąc za punkt wyjścia logikę kronikarskiej opowieści o wydarzeniach, które poprzedzały wojnę Daniela z rycerzami dobrzyńskimi, należałoby przyjąć marzec 1238 r. jako najbardziej prawdopodobny czas zdobycia przez księcia wołyńskiego Drohiczyna.

 

                      500px-Piecz_Konrada_I_Mazowieckiego.jpg

Tak, kampania Daniela przeciwko Konradowi Mazowieckiemu i Michałowi Czernihowskiemu trwała od jesieni 1236 r. do wiosny 1237 r. Opowiedziawszy o tym, halicki kronikarz kontynuuje: Gdy nastało lato, zebrali się Romanowiczowie i ruszyli na Halicz na Michała i Rościsława. Wynika z tego, że wyprawa ta miała miejsce latem 1237 r. Wojna z rycerzami dobrzyńskimi, która zaczęła się po niej, mogła mieć miejsce tylko wiosną następnego 1238 r. Logika kronikarskiej opowieści przekonuje, że między nieudaną dla Daniela wyprawą na Halicz w miesiące letnie 1237 r. a jego atakiem na Drohiczyn, nie było znaczącej luki w czasie, dlatego odpada 1239 r. Warto zaznaczyć, że Drohiczyn z posiadłościami rzeczywiście był ojcowizną Daniela, ponieważ wchodził w skład księstwa włodzimierskiego, w którym od 1170 do 1199 r. rządził jego ojciec Roman Mścisławowicz. Opowiadając o ataku wojsk wołyńskich na rycerzy, kronikarz nazywa ich "Templariuszami", czyli "Świątynnikami". Było mu również znane, że nazwa tego zakonu rycerskiego pochodziła od świątyni (łac. - templum) Salomona w Jerozolimie. Halicki historiograf nazwał rycerzy dobrzyńskich (którym Konrad podarował Drohiczyn) "Templariuszami" niewątpliwie dlatego, że podstawę ich reguły zakonnej stanowiła reguła biednych rycerzy Chrystusa i świątyni Salomona, podobnie jak i zakonu Kawalerów Mieczowych, za którego odgałęzienie niektórzy historycy uważają zakon Braci Dobrzyńskich. Jednak w literaturze naukowej już dawno przyjął się pogląd, że oddział rycerzy, którzy zagarnęli Drohiczyn, to Krzyżacy (Teutoni). Teoria ta opiera się na tak znaczącym źródle, jak wielotomowa praca z historii Polski Jana Długosza. Pod datą 1224 rok (dokładna data - pewnie 1228 r.) historyk zapisał, że Konrad Mazowiecki zaprosił do walki z nadbałtyckimi plemionami Prusów, którzy pustoszyli ziemię chełmińską i lubawską, braci Krzyżaków i oddał im zamek Dobrzyń. Jak podkreślano w polskiej literaturze naukowej, średniowieczny historyk w opowieści o Braciach Dobrzyńskich pomylił ich z Krzyżakami. Możliwe, że tej nieścisłości J. Długosza sprzyjała ta okoliczność, że na mocy bulli z 19 kwietnia 1235 r. papież Grzegorz IX połączył Braci Dobrzyńskich z Krzyżakami. Jak się jednak później okazało nie wszyscy bracia dobrzyńscy zgodzili się na połączenie z Krzyżakami. Niewątpliwie warto podkreślić, że w połowie lat 30. XIII w. zakon krzyżacki osiągnął wielką potęgę. Zagrabił on rozległe ziemie polskie, zbudowawszy na Wiśle w latach 1231-1233 potężne zamki warowne - Torn, Kulm, Marienweder i inne. Wielki mistrz zakonu Herman von Salza wystarał się u cesarza o tzw. Złotą Bullę, daną w Rimini w marcu 1226 r. Zgodnie z jej postanowieniem zakonowi miały przypaść wszystkie zdobyte w przyszłości ziemie Prusów jako lenno cesarskie. Bulla pozwalała wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu samodzielnie, z nikim się nie licząc, działać w Prusach i na ziemi chełmińskiej. Krzyżakom udało się dotrzeć do Zatoki Wiślanej i wybudować fortece Elbląg, Balga, Christenburg i inne. Oczywiście historycy, którzy widzą w Braciach Dobrzyńskich tylko filię zakonu krzyżackiego przypuszczają, że Konrad Mazowiecki, pragnąc wzmocnić związek z Krzyżakami, oddał im tylko Drohiczyn. Jednak z tekstu wspomnianego już przywileju Konrada z 3 marca 1237 r. wynika, że podarował on oddziałowi rycerzy Drohiczyn wraz ze znacznym terytorium pomiędzy Bugiem a Nurcem. Był to zakon Braci Dobrzyńskich, a dokładniej ta jego część, której nie udało się wchłonąć zakonowi krzyżackiemu. Jego mistrz Bruno, wspomniany w "Latopisie halicko-wołyńskim" działał samodzielnie, zachowując własną wojskowo-religijną organizację i strukturę. Historycy długo się sprzeczali o to, kiedy i jak Konrad Mazowiecki zdobył wołyński Drohiczyn. Warto na początku powiedzieć parę słów o samym mieście. Po raz pierwszy wspomina się o nim w "Latopisie kijowskim" pod rokiem 1142, gdy książę kijowski Wsewołod Olegowicz oddał Brześć razem z Drohiczynem czernihowskim książętom Dawidowiczom. Jednak badania archeologiczne dają podstawy do tego, aby przypuszczać, że wysunięta najdalej na zachód wołyńska forteca powstała w pierwszej połowie XI wieku (chodzi o zbudowanie umocnionego grodu-fortecy). Zarówno ukraińscy, jak i polscy uczeni jednomyślnie twierdzą, że Drohiczyn to staroruskie miasto, nie podzielając naiwnych słów J. Długosza o nim jako o stolicy... Jaćwingów. Przez pewien czas miasto było stolicą udzielnego księstwa, jego ośrodkiem gospodarczo-handlowym. Wystarczy wspomnieć, że na grodzisku drohiczyńskim znaleziono wiele tysięcy plomb towarowych, ok. 25% z nich oznaczone były znakami rodowymi ruskich książąt Rurykowiczów (dwuzębami i trójzębami). Miasto odgrywało dużą rolę w wielkim handlu tranzytowym Rusi z Polską i krajami Europy Zachodniej. Możliwe, że właśnie tym można wytłumaczyć niejednokrotne potyczki o Drohiczyn między książętami ruskimi i polskimi. Swego czasu wysunięto przypuszczenie, że rzekomo Drohiczyn na długi czas zajęła Polska w latach małoletniości Romanowiczów. Jednak M. Daszkiewicz zaprzeczył tej myśli, mimo iż przypuszczał, że przez pewien czas Drohiczynem wraz z Brześciem i innymi pogranicznymi miastami rządził książę Leszek, ale niedługo potem zwrócił go Wołyniowi. Dalej M. Daszkiewicz pisze: Konrad pewnie zdobył go (Drohiczyn - aut.) w czasie wrogich stosunków z Danielem, w 1235 lub 1236 r. Nawet M. Hruszewski w swoim szczegółowym studium z historii Rusi Halicko-Wołyńskiej, zamieszczonym w trzecim tomie jego "Historii Ukrainy-Rusi" poświęcił tej kwestii mało uwagi, podzielając pogląd M. Daszkiewicza i stwierdzając, że Konrad zdobył miasto w latach30. XIII wieku. Jednak my jesteśmy przekonani, że Konrad nigdy nie miał w swoich rękach Drohiczyna. W znanych nauce źródłach nie wspomina się o tym. Domyślamy się, że Konrad z lekkim sercem obdarował zakon rycerzy dobrzyńskich ziemią i miastem, które do niego nie należały. Przypomnijmy, że właśnie w latach 1237-38 Daniel Romanowicz prowadził wyjątkowo aktywną politykę w tej części księstwa wołyńskiego, twardą ręką rządził najważniejszym miastem-fortecą Brześciem, z powodzeniem walczył z Jaćwingami i w ogóle - był gospodarzem na północno-zachodnich rubieżach swego księstwa, co potwierdza ciąg dalszy kronikarskiej opowieści o zakończeniu kampanii księcia wołyńskiego przeciwko rycerzom dobrzyńskim. Warto przyjrzeć się samej wyprawie wojennej księcia Daniela na Drohiczyn. Kronikarz halicki stwierdza, że prawdopodobnie decyzja o wyruszeniu na "Templariuszy" zrodziła się u Daniela niespodziewanie podczas wyprawy na Jaćwingów - i to tylko dlatego iż książę zobaczył, że rzeki wystąpiły z brzegów. Właśnie w taki sposób, dosłownie idąc za kronikarzem, tłumaczyła wydarzenia nasza historiografia, poczynając od D. Zubryckiego. Stosunkowo niedawno pogląd ten podzielił B. Włodarski. Jeszcze pod koniec lat 70. XX wieku wyraziliśmy przypuszczenie, że w rzeczywistości Daniel uciekł się do strategicznego podstępu. Przecież dla wołyńskiego księcia wiosenne wystąpienie rzek z brzegów w żaden sposób nie mogło być niespodzianką. Dlatego też sądzimy, że Daniel Romanowicz, pragnąc uśpić czujność Braci Dobrzyńskich, którzy zajęli Drohiczyn, uskutecznił iście demonstracyjną wyprawę w stronę ziemi Jaćwingów, aby tylko zbliżyć się do Drohiczyna. W końcu z Brześcia do Drohiczyna odległość jest kilka razy krótsza niż z Włodzimierza. Manewr ten charakteryzuje księcia wołyńskiego jako utalentowanego dowódcę, który zapewne cenił efekt zaskoczenia, szczególnie ważny dla niego w zamierzonym szturmie na Drohiczyn. Spróbujemy rozwinąć takie przypuszczenie. Z kronikarskiej opowieści wynika, że Daniel Romanowicz zdobył Drohiczyn łatwo i szybko. Tymczasem zdobycie miasta zagrabionego i bez wątpienia dobrze umocnionego przez Braci Dobrzyńskich - w końcu mieli na to cały rok! - było bardzo trudną sprawą, zwłaszcza jeśli prowadzi się tradycyjne dla staroruskiej sztuki wojennej XII-XIII wieku powolne oblężenie (obleżanije). Inna sprawa, jeśli napastnicy mieli maszyny oblężnicze. Wojsko Daniela miało w swoim wyposażeniu najdoskonalszą w tym czasie na Rusi maszynerię oblężniczą, podobną do tej stosowanej na Zachodzie. Szturmu na fortecę dokonał, jak należy przypuszczać, przy pomocy swojej świetnej piechoty (pieszców), dobrze uzbrojonej i wyuczonej. Dlatego cała kampania była przeprowadzona w sposób błyskawiczny i z charakterystyczną dla dowódczego talentu Daniela Romanowicza elegancją. Ciąg dalszy kronikarskiej opowieści o sławnym zwycięstwie księcia Daniela nad zakonem dobrzyńskim świadczy o tym, że książę wołyński oddał jego opiekunowi Konradowi Mazowieckiemu, to co mu się należało: W tym roku Daniel przyprowadził na Konrada Litwę (księcia - aut.) Mendoga, księcia nowogrodzkiego Iziasława, Wątpliwe jednak, aby sedna sprawy upatrywać w zemście. B. Włodarski ma rację, gdy pisze, że Daniel Romanowicz pragnął wyprzedzić uderzenie Konrada, niezadowolonego z odbicia Drohiczyna przez księcia wołyńskiego. Dodamy do tego, że być może program polityczny Daniela był strategicznie głębszy: zanim podjął decydujące działania mające na celu umocnienie się w Haliczu w tym samym 1238 roku, wołyński władca zagwarantował sobie spokój na granicach z Litwą i Mazowszem. Od tego czasu Konrad nie ośmiela się nigdy więcej nieprzyjaźnie postępować wobec Daniela, chociaż jeszcze przez pewnie czas wspiera materialnie i moralnie jego wroga Michała Wsewołodowicza z Czernihowa. Jednak wkrótce po tym Konrad powraca do sojuszu z księciem wołyńskim. Tak wygląda w świetle źródeł i naukowych studiów wojna Daniela Halickiego z zakonem rycerzy dobrzyńskich w marcu 1238 roku.

 

 

Mykoła KOTLAR, Kijów Członek rzeczywisty Narodowej Akademii Nauk Ukrainy 


Tekst pochodzi z strony:http://nadbuhom.free.ngo.pl/art_0734.html